Feminizm to szkodliwa ideologia. Także dla kobiet. Bo czy feministkom leży na sercu ich dobro? Wątpię. Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby feministkom naprawdę zależało na kobietach, to wzorem dla nich stałaby się Margaret Thatcher, która konkurowała z mężczyznami jak równa z równym (i co najważniejsze, wygrywała!), a tymczasem na żadnej manifie nie widać flag z jej wizerunkiem, nie stała się ikoną ruchów feministycznych.
Wniosek może być więc jeden: feministki nie popierają kobiet w ogóle, tylko kobiety, które myślą tak jak one, czyli inne feministki. Zresztą wystarczy zapoznać się z tym, co naczelna feministka w tym kraju, Magdalena Środa, mówi o kandydatce na prezydenta z ramienia SLD, Magdalenie Ogórek. Według niej Ogórek „jest kompletnie nikim w polityce”. I dalej: „to kompromitacja i obniżenie rangi tych wyborów, ośmieszenie partii”. A wystarczyłoby, żeby Magdalena Ogórek poparła feministki, wypowiedziała się za aborcją i przeciwko terrorowi Kościoła, i z marszu stałaby się przebojową kobietą, która mimo iż bez politycznych osiągnięć, bez konkretnego zaplecza i popularności, śmiało wkracza w zdominowany przez samców alfa świat polityki, pokazując, że kobieta — jeżeli tylko zechce — może zostać kandydatem na prezydenta jednej z największych partii w Polsce.
Dość jednak o tym. Lepiej z okazji dzisiejszego święta poddać się pewnej refleksji. Dawno, dawno temu na forum portalu Fronda.pl (wtedy ten portal trzymał dużo wyższy poziom) użytkowniczka o pseudonimie Fiona wezwała 8 marca do modlitwy za ofiary feminizmu. Myślę, że ten apel wart jest przypomnienia w tym dniu. Kto jest wierzący, niech się pomodli za ofiary szkodliwej ideologii feministycznej, a konkretnie:
+ za kobiety, które oduczono być dumnymi ze swojej kobiecości;
+ za kobiety, którym wdrukowano brak zaufania do mężczyzn;
+ za kobiety, które chciałyby żyć zgodnie ze swoim powołaniem do małżeństwa i macierzyństwa, ale realia rynku pracy im na to nie pozwalają;
+ za kobiety deprecjonowane i wytykane palcem jako „kury domowe”;
+ za kobiety, którym wpojono ideał „realizacji siebie” zamiast obdarowywania sobą innych;
+ za kobiety, które nauczono ciągłej walki z mężczyznami o pozycję;
+ za kobiety faszerowane antykoncepcją w ramach przejmowania kontroli nad własnym życiem;
+ za kobiety uwikłane w imię błędnie pojmowanej wolności w związki pozamałżeńskie, romanse, konkubinaty;
+ za kobiety, którym wmówiono atrakcyjność bycia singlem;
+ za kobiety, które nie mając rodziny, umierają w samotności;
+ za mężczyzn, którym odebrano męskość;
+ za mężczyzn, którym nie dano być głowami rodzin;
+ za mężczyzn, którym odebrano szansę bycia rycerzami i dżentelmenami;
+ za mężczyzn, z którymi żony konkurują, zamiast ich wspierać;
+ za mężczyzn, na których zrzuca się winę za cało zło tego świata;
+ za dzieci, którym brakuje w domu kontaktu z matkami;
+ za dzieci, które zmusza się do zaspokajania ambicji matek;
+ za porzucone dzieci, które były dla matek mniej ważne od kariery;
+ za dzieci, którym ze względu na „prawo kobiety do wyboru” nie dano się narodzić;
+ za kobiety, którym wmówiono, że „ich macica, ich sprawa”;
+ za lekarzy, których zmuszono do współudziału w mordowaniu nienarodzonych;
+ za rodziny rozbite, bo „mnie też się coś od życia należy”;
+ za rodziny rozbite w imię „prawa do miłości”;
+ za homoseksualistów, którym matki nie potrafiły zaprezentować pozytywnego obrazu kobiecości;
+ za pracodawców, których sterroryzowano ustawodawstwem wspierającym „równouprawnienie”.
Różańce w dłoń!