Swego czasu zaprezentowałem listę siedmiu filmów, których nie polecam. Teraz, żeby osiągnąć równowagę, chciałbym z kolei przedstawić listę siedmiu filmów, które polecam. Uważam, że gdy się coś skrytykuje lub wyśmieje, to warto potem wskazać to, co się kocha, lubi lub szanuje. Negatywne spojrzenie należy uzupełnić pozytywnym. Wtedy ukazuje się pełniejszy obraz siebie. Kolejność poniżej wymienionych filmów nie ma większego znaczenia — jest alfabetyczna.
Po pierwsze polecam film Avengers (2012), ale także pozostałe filmy, których akcja rozgrywa się w przefascynującym świecie Marvela, czyli na przykład przygody Iron Mana, Thora czy mojego ulubionego Kapitana Ameryki. Przyznam szczerze, że dosyć późno dałem się skusić na pierwsze spotkanie zapoznawcze z Mścicielami, przez co musiałem potem nadrabiać ileś filmów, ale była to fascynacja od pierwszego wejrzenia. Podoba mi się ogrom tego świata, to, że w jednym filmie są odniesienia do pozostałych, to, że uniwersum się ciągle rozbudowuje, pojawiają się kolejni herosi, a każdy z nich wnosi coś swojego, unikalnego i poszerza tamtejszy horyzont. Wszystko rośnie na naszych oczach i to jest niesamowicie wciągające.
Po drugie polecam serię horrorów Krzyk (pierwsza część — 1996, druga — 1997, trzecia — 2000, czwarta — 2011). Zawsze kiedy polecam ten film (szczególnie co wrażliwszym widzom), mówię, że to nie jest horror w znaczeniu — dużo flaków i strachu. Ja mam bardzo nisko ustawiony próg wrażliwości na takie rzeczy, więc nie byłbym w stanie obejrzeć krwawego i obrzydliwego estetycznie filmu. Skoro zatem dałem radę z Krzykiem, to znaczy, że jest to bardzo znośny pod tym względem film. Najlepszy w nim jest fakt, że do ostatniej chwili nie wiadomo, kto jest mordercą, i przez cały czas widz próbuje zgadnąć, kto kryje się za białą maską ducha i jaki ma motyw. Dopiero czwarta część jest bardziej krwawa niż poprzednie, ale też bez szaleństw. Dzięki tym filmom zacząłem pisać opowiadania (kiedyś pewnie zdradzę szczegóły).
Po trzecie polecam film Ostatni Mohikanin (1992). Jest to film nakręcony na podstawie książki Jamesa Fenimore'a Coopera o takim samym tytule. Jest wiele różnic między książką a filmem, jak na przykład ta, że w filmie Sokole Oko zakochuje się w innej dziewczynie niż w książce (konkretnie w jej siostrze, więc spokojnie — wszystko zostaje w rodzinie). Film jest, nawiasem mówiąc, uznawany za lepszy niż książka (i ja się z tym zgadzam). Szczególnie warto zwrócić uwagę na niesamowitą ścieżkę dźwiękową, za którą głównie odpowiada Trevor Jones. Jest w Ostatnim Mohikaninie kilka scen, do których lubię czasem wracać, na przykład bitwa Huronów z Anglikami czy ostatnie dziesięć minut filmu, gdy akcja rozgrywa się na skalistych skarpach gdzieś w górach. One są kwintesencją filmu. Ponadto jest wspomniany już wątek miłosny, więc jeżeli ktoś lubi, to nie ma się nad czym zastanawiać.
Po czwarte polecam film Poznaj mojego tatę (2000), a także kolejne z tej serii — Poznaj moich rodziców (2004) i Poznaj naszą rodzinkę (2010). Przyznam, że bardzo lubię prawie wszystkie komedie z Benem Stillerem. Podoba mi się ten typ humoru, które prezentuje w filmach, w których gra. Są to dla mnie idealne filmy na popołudniowy relaks i odpoczynek, na oddech dla mózgu, ewentualnie na spokojny wieczór po ciężkim dniu. Są lekkostrawne, przyjemne i zabawne. W dodatku z gwiazdorską obsadą (na przykład Robert De Niro i Dustin Hoffman), więc czego chcieć więcej?
Po piąte polecam film Predator (1987). Ten film to już klasyka gatunku, ale chyba też klasyka kina w ogóle. Predator jest jedną z moich ulubionych filmowych postaci, tak że niecierpliwie czekam na każdy kolejny film, w którym ma się pojawić. Parę ich już było (między innymi średnie Obcy kontra Predator), ale żaden nawet w połowie klimatem nie dorównywał temu pierwszemu (ma na to wpływ chociażby wyśmienita muzyka i klimat południowoamerykańskiej dżungli, w której rozgrywa się akcja). Predator był pierwszy i chyba jeszcze długo pozostanie pierwszy, jeżeli chodzi o filmy, w których pojawia się ta postać! Nawiasem mówiąc, jest to jedyny film, który obejrzałem trzy razy w ciągu jednego dnia.
Po szóste polecam film Sekretne życie Waltera Mitty (2013). Po części lubię go dlatego, że gra tam Ben Stiller, ale jeszcze ważniejsze jest to, że ten film stanowi pochwałę czegoś, co nazwałbym „zawodami drugiego planu”, a więc między innymi zawodu korektora, który wykonuję. W filmie główny bohater pracuje w dziale negatywów zamykanego właśnie czasopisma. Chodzi o pracę, która nie stawia wykonującego ją człowieka w świetle reflektorów, która wymaga dokładności, skrupulatności i pewnego wysiłku w odosobnieniu, a której twórca bardzo często jest niezauważany (chyba że spieprzy robotę). W filmie pojawiają się ładne krajobrazy i scenerie, gdy główny bohater przemierza świat. Oprócz tego jest świetna muzyka, więc ogląda się to naprawdę dobrze. I zakończenie — jak dla mnie, korektora — doskonałe. Kto obejrzy, ten zrozumie.
Po siódme polecam film Święci z Bostonu (1999). Dwóch braci Irlandczyków w Bostonie wymierza sprawiedliwość przestępcom, mafiozom i innym typom spod ciemnej gwiazdy. Obaj są głęboko wierzącymi katolikami, którzy widzą w tym misję od Boga i, co ciekawe, mają poparcie Kościoła. Podobny motyw, a więc śmiałek postanawiający zrobić porządek z bandziorami nie do końca zgodnymi z prawem metodami, pojawia się co jakiś czas w kinie, ale tutaj w wyjątkowo udany sposób. Na pewno ktoś, kto lubi filmy akcji z dobrym humorem od czasu do czasu, nie będzie zawiedziony. Powstała nawet druga część, ale była strasznie słaba — twórcy ewidentnie przesadzili z chęcią rozśmieszenia widza. Podobno ma powstać trzecia, na co bardzo, ale to bardzo liczę!