Rzecz się działa może trzy lata temu w pociągu relacji Rybnik—Katowice. W przedziale za mną siedziało pięć studentek wracających z zajęć. Siłą rzeczy słyszałem, o czym rozmawiają, bo nie zależało im specjalnie na dyskrecji. A rozmowa ich dotyczyła chłopaków. Padały ich imiona, opinie o nich (który przystojny, który szpetny jak noc). Doszło do wymiany plotek i najnowszych wieści dotyczących związków nieobecnych w pociągu koleżanek.
Aż w pewnym momencie studentki rozpoczęły kolejny ze swoich tematów:
— A co u Piotrka? — zapytała studentka 1. Ton wskazywał na to, że coś wie, ale szuka jedynie potwierdzenia domysłów albo prowokuje studentkę 2.
— Daj spokój. To jakaś porażka jest — odpowiedziała z rezygnacją w głosie studentka 2.
— Dlaczego? — włączyła się do rozmowy studentka 3, zaciekawiona takim postawieniem sprawy.
— Zakochał się we mnie, a ja w nim nie, więc trudno nam teraz utrzymać normalną relację — wyjaśniła studentka 2.
— Ale przecież już wcześniej wiedziałaś, że on jest w tobie zakochany — odpowiedziała studentka 1, drążąc temat.
— Niby tak, ale co innego, jak się o tym tylko wie, a co innego, jak ci to powie prosto w ryj — wytłumaczyła swoje nieciekawe położenie studentka 2.