Przez peron przetaczało się teraz wiele osób, ponieważ przyjechał pociąg, który właśnie ― jak stwierdziła przez megafon pewna pani swoim mało namiętnym głosem ― skończył bieg. To sprawiło, że przez parę chwil obserwowaliśmy z nieznajomym, jak ludzie wylewają się z masywnych wagonów i falami spływają po ruchomych schodach pod peron.
Nieznajomy mężczyzna wyraźnie dobrze poczuł się w moim towarzystwie, bo nie widział powodu, by przestać do mnie mówić i odejść. Nie powiem, żeby z kolei mnie to przeszkadzało. W sumie była to ciekawa odmiana, bo rzadko mam okazję zamienić z kimś parę zdań w podróży, a facet wydawał się zupełnie nieszkodliwy.
― Jedną z najważniejszych rzeczy w życiu jest odpowiednie przeżywanie porażek i w końcu, po jakimś czasie, godzenie się z nimi ― powiedział, gdy wokół nas znowu zrobiło się przyjemnie pusto. ― Pan na pewno, mimo młodego wieku, co nieco już przegrał, czyż nie? Mówię tak, bo każdy z nas prędzej czy później przegrywa to czy tamto. Absolutnie nie chciałbym, by pomyślał pan, że stwierdziłem, iż w jakiś szczególny sposób naznaczony jest pan klęską. Co to, to nie! Proszę mi wybaczyć, jeżeli tak to zabrzmiało!
― Zgadza się, zdarzyło mi się już przegrywać ― odpowiedziałem, bo miałem wrażenie, że mój rozmówca zamierza gęsto się tłumaczyć ze swojego przypuszczenia, więc chciałem zarówno jemu, jak i sobie tego oszczędzić.
― No właśnie, to jest normalne. A w takich chwilach często pojawiają się osoby, które chcą nas, przegranych, pocieszać. Chcą dobrze, nie przeczę. Samo w sobie to jest oczywiście momentami wręcz niezbędne, żeby na nowo uwierzyć w siebie, ale… Powiem panu szczerze, że nic mnie bardziej nie irytowało wtedy, gdy przegrywałem ― a przegrałem w swoim życiu więcej, niż mogłoby się komukolwiek wydawać ― niż typowy w takich chwilach tekst: „Nie zadręczaj się, bo zrobiłeś wszystko, co mogłeś!”. Czy dostrzega pan, podobnie jak ja, drugie dno tych słów? Czy widzi pan, co tak naprawdę kryje się za tymi słowami? Na litość boską! Kto normalny pociesza się takim postawieniem sprawy? Nie wiem, jak bardzo trzeba chcieć pogrążyć drugiego człowieka, by w ramach pocieszenia stwierdzić, że nie ma w nim niczego więcej, żadnego nieodkrytego potencjału, żadnych tajemnych sił zdolnych wznieść go ponad poziom, na którym jest teraz. Naprawdę ― dochodzę do tego wniosku coraz częściej w swoim życiu ― świat byłby dużo lepszy i my sami bylibyśmy dużo lepsi, gdybyśmy zastanawiali się nad tym, co wygadujemy.
Mężczyzna na chwilę zamilkł i w ciszy rozważaliśmy tę kwestię, ale nie zdążyłem przemyśleć jej do końca, a tym bardziej się wypowiedzieć, bo kontynuował on swoją myśl. Może to i lepiej, bo niczego interesującego bym tutaj nie dodał.
― Parę razy słyszałem podobne słowa ― mówił nieznajomy. ― Za każdym razem miałem ochotę wydrapać oczy temu, kto to stwierdzał, bo wydawało mi się, że mówiąc coś takiego, kompletnie nie rozumie mojego dramatycznego położenia. Może to nie był najlepszy sposób na godzenie się z dotkliwą porażką, ale ja zawsze wolałem uznać, że przegrałem raczej z powodu własnego lenistwa lub niedostatecznego przygotowania. Wtedy przynajmniej miałem poczucie, że jeżeli tylko w przyszłości bardziej się postaram lub będę więcej ćwiczył, to uda mi się pewnego dnia wygrać.
― Też mam podobne odczucia z tym związane ― powiedziałem chyba jedynie po to, by wnieść coś swojego w tę dziwną rozmowę.
― Nie dość, że z jednej strony sam mam świadomość ― o czym mówiłem wcześniej ― że swoimi decyzjami i wyborami pozamykałem sobie wiele drzwi, to jeszcze po porażce wmawiano mi, że całe dobro, które było we mnie, nie wystarczyło do osiągnięcia sukcesu czy wygrania, i w zasadzie z tego powodu nie powinienem się tym zadręczać. Wszystkie siły, jakimi dysponowałem, skryte i jawne umiejętności, najszczersze chęci, nieudawane poświęcenie i milczące starania to było mało, niewystarczająco, by zwyciężyć. Mnie to na pewno nie pociesza, wręcz przeciwnie.
Nieznajomy mężczyzna zapewne próbował teraz odświeżyć swoją pamięć i wygrzebać z niej historię godną opowiedzenia. Domyśliłem się tego, bo od kilku chwil patrzył w przestrzeń, która sama w sobie nie miała przecież niczego przyciągającego. Nie myliłem się.