To będzie wpis uzupełniający poprzedni. Tam napisałem, na kogo zagłosuję w pierwszej i drugiej turze, a tutaj napiszę parę słów o wszystkich kandydatach, wykładając pokrótce, co o nich myślę i za kogo ich mam (kolejność alfabetyczna). Od razu zaznaczam na wszelki wypadek, że nie należy mylić poparcia w wyborach prezydenckich ze zgadzaniem się absolutnie ze wszystkim, co dany kandydat mówi czy robi, bo często te dwie kwestie są ze sobą mylone.
1. Grzegorz Braun — z tym kandydatem właściwie wszystko jest w porządku, bo katolik (prawdziwy katolik, nie udawany jak chociażby Bronisław Komorowski), patriota, zwolennik monarchii. Poza tym używa pięknej polszczyzny, co mnie jako miłośnikowi języka polskiego nie może nie imponować. Brałem go bardzo poważnie pod uwagę.
2. Andrzej Duda — jako rywal Bronisława Komorowskiego, może liczyć na mój głos w drugiej turze (oby była druga!). W pierwszej na niego nie zagłosuję, bo jest przedstawicielem partii, która — tak czuję — nie dokona drastycznych i potrzebnych zmian w Polsce. Sama bowiem jest częścią dużego układu, który trzeba zmienić. Prawo i Sprawiedliwość nie chce się otworzyć na nowe środowiska, jest skostniałą i betonową partią, więc nie zyska mojego głosu. Na pewno jednak Duda jest dużo lepszy dla Polski niż obecnie rządzący Prezydent. To zresztą nie jest trudne, bo nie może być gorzej.
3. Adam Jarubas — jeżeli ktoś jest kandydatem jednej z dwóch partii będących największymi szkodnikami III RP, to z miejsca może liczyć jedynie na mój nieprzejednany brak zaufania. Nawet gdyby dzięki kolejnym peeselowskim cudom nad urnami przeszedł do drugiej tury i walczył tam z Komorowskim, wolałbym nie zagłosować na nikogo, niż wybierać między dużym złem a wielkim złem.
4. Bronisław Komorowski — a to przedstawiciel drugiej tego typu partii. Uważam, że Platforma Obywatelska i jej Prezydent wyrządzili wielkie szkody w tym kraju. To z pewnością nie jest mój Prezydent (wielka litera jest tu jedynie szacunkiem dla urzędu). Kiedy człowiek zapozna się z listą ustaw, które podpisał Komorowski, to będzie miał co najmniej kilka powodów, by na niego nie oddawać głosu w tych wyborach. Nie mam żadnych wątpliwości, że pierwszy warunek na to, by w Polsce było lepiej, to odsunięcie Komorowskiego i Platformy od władzy.
5. Janusz Korwin-Mikke — to jest człowiek, który od zawsze mówił to samo, nie zmieniał poglądów pod dyktando sondaży czy chwilowej popularności. Jako przedsiębiorca, bardzo liczę na to, że jego program zostanie kiedyś zrealizowany. Jeżeli nie przez niego osobiście, to przez kogokolwiek innego. Wielu osobom, które mają do niego jakiś uraz, sugeruję zacząć słuchać tego, co mówi, a nie tego, co media twierdzą, że mówi. Nie jest dla mnie kandydatem idealnym, ale widzę, że spośród kandydatów antysystemowych ma największą siłę, więc chcę swój głos oddać na niego.
6. Marian Kowalski — z wieloma poglądami (może nawet ze zdecydowaną większością) tego kandydata się zgadzam, ale nie wiem, czy chciałbym, żeby prezydent mojego kraju wyglądał tak, jak wygląda Kowalski, bo niestety nie sprawia on swoją powierzchownością dobrego wrażenia. Sympatyzuję z Ruchem Narodowym (bardziej jako ruchem niż partią) i życzę mu jak najlepiej. Z tego powodu wydaje mi się, że start w tych wyborach nie był dla narodowców najlepszym pomysłem.
7. Paweł Kukiz — nie wyobrażam sobie Kukiza brylującego między możnymi tego świata i załatwiającego Polsce traktaty, sojusze i czołgi, chociaż bardzo go lubię. JOW-y, których jest zwolennikiem, mógłby wprowadzać, ale co więcej miałby robić? Życzę mu w każdym razie, by energia, którą włożył w kampanię, nie poszła na marne.
8. Magdalena Ogórek — poglądy na gospodarkę ma sensowne, ale obawiam się, że polityka międzynarodowa to coś więcej niż rozmawianie. Jak wyjdzie z SLD i zapisze się do Korwina, to może liczyć na moje ogólne poparcie. Nie lubią jej feministki i antyklerykałowie, więc już chociażby z tego powodu należy darzyć ją sympatią.
9. Janusz Palikot — im szybciej ten człowiek zniknie z polskiej sceny politycznej, tym lepiej dla Polski. Nie mam zielonego pojęcia, jak ktokolwiek może głosować na kogoś, kto za parę miesięcy (nie próbuję nawet liczyć, po raz który) zmieni poglądy, i kogoś, kto wygaduje takie bzdury. Demokracja co prawda wymaga od polityków, by mniej lub bardziej prostytuowali się politycznie, ale są pewne granice, po których przekroczeniu człowiek powinien wstydzić się patrzeć w lustro. Ten polityk już dawno je przekroczył.
10. Paweł Tanajno — nie znam człowieka. Musiałem go sobie wygooglować, żeby sprawdzić, jak wygląda, z jakiej jest partii i w ogóle kto zacz. No cóż, kiedy przeczytałem, że był związany z Ruchem Palikota i popiera go między innymi seksistowska Partia Kobiet, nie musiałem czytać o nim niczego więcej,  by wiedzieć, że ja w takim razie na pewno go nie poprę.
11. Jacek Wilk — to jest jakaś sierota po Korwin-Mikkem. Chyba nie warto się nim interesować, skoro do wyboru jest JKM.