Dawno temu, jeszcze na starym blogu, popełniłem tekst o tak zwanej nowennie nie do odparcia, czyli nowennie pompejańskiej. Dziś chciałbym raz jeszcze o tym napisać. Przede wszystkim dlatego, że podczas odmawiania nowenny modlący zobowiązuje się do propagowania tej formy modlitwy. Powinienem więc przy różnych okazjach o niej wspominać. Cztery razy w życiu odmawiałem nowennę pompejańską. Trzy razy udało mi się odmówić ją całą. Nie są to jakieś wielkie liczby, które mogłyby kogokolwiek wprawić w zdumienie i podziw, ale mam już parę refleksji, które — tak nieśmiało myślę — mogą komuś, kto przymierza się do odmawiania nowenny pompejańskiej, trochę pomóc.
Nowenna pompejańska, jak wspomniałem na samym początku, jest nazywana nowenną nie do odparcia. A to dlatego, że Matka Boża obiecała, iż każdy, kto będzie się nią modlił, otrzyma to, o co prosi. Tu trzeba obowiązkowo zrobić uwagę — chrześcijańskie modlenie się do Boga nie może przypominać życzeń do złotej rybki czy magii (klaśniemy trzy razy w dłonie, zrobimy fikołka do przodu, wypowiadając zaklęcie, i to, o czym pomyślimy, spełni się w ciągu trzech dni). Intencja powinna być przede wszystkim dobra, a wiedząc o skuteczności nowenny, trudno zdecydować się na jedną rzecz.
Faktem jest natomiast, że wolno nam prosić Boga o różne rzeczy, sam nas do tego zachęcał. Mało tego, powiedział, że dostaniemy to, o co prosimy. Na stronie poświęconej nowennie pompejańskiej można przeczytać świadectwa ludzi, którzy modlili się i wymodlili. Ludzie odmawiają tę nowennę w intencji poczęcia, znalezienia pracy, pokonania choroby, uzdrowienia duszy i tak dalej. Dla mnie pompejanka jest najmocniejszym wyrażeniem prośby o coś. Nie może być inaczej, jeżeli przez 54 dni udaje mi się codziennie odmawiać cztery części różańca (można także trzy części). Oznacza to, że naprawdę zależy mi na sprawie, o którą się modlę. Czy Bóg mógłby zignorować taką prośbę?
Cały czas jednak powinno się pamiętać o paru rzeczach:
  1. Nikt nie powiedział, że prośba zostanie spełniona od razu po zakończeniu nowenny. To może zająć dni, tygodnie, miesiące, a może i lata. Wiadomo, że wszystko chcielibyśmy mieć na już, na teraz, ale to nie jest odpowiednie podejście.
  2. Nie jest wcale takie pewne, że to, co mnie się wydaje dobre i potrzebne dla mnie w tej chwili, jest takie samo z perspektywy Boga, który widzi dokładnie, co może się stać za 5, 10 czy 15 lat, gdyby spełnił moją prośbę. Konsekwencje wielu pozornie dobrych rzeczy mogą być złe lub tragiczne. Ja ledwo jestem w stanie przewidzieć, co stanie się w ciągu paru minut, a nawet to niezbyt dokładnie i pewnie. Bóg za to dokładnie wie, co będzie za 30 lat, gdyby spełnił moją prośbę, i trzeba się zdać na Niego.
  3. Myślę, że nie trzeba za dużo główkować nad ułożeniem intencji w odpowiednie słowa, by jak najlepiej wyrazić to, o co chce się prosić. Gdybym napisał tu, jak brzmiały dosłownie moje intencje, to pewnie na ustach wielu pojawiłby się uśmieszek politowania. Ja jednak wiem, że jeżeli Bóg zna mnie lepiej niż ja sam, to i moją intencję odczyta lepiej, niż ja ją określę.
Nie będę opisywał modlitw, które trzeba odmawiać w ramach nowenny — każdy bez problemu stosowne instrukcje znajdzie na różnych stronach internetowych. Ja jedynie opowiem, jak w trzech przypadkach, w których udało mi się skończyć nowennę, wyglądało to odmawianie. Zanim w ogóle zacząłem, wydawało mi się, że to nie jest dla mnie, że zniechęcę się po paru dniach albo najzwyczajniej braknie mi pewnego razu czasu i się nie wyrobię. Znalazłem na to sposób — rozłożyłem sobie nowennę „na raty”. Poszczególne części, a nawet dziesiątki różańca odmawiałem przy różnych okazjach, przeważnie dokądś idąc lub wykonując w miarę proste czynności. Dzięki temu wiem, że:
  • przejście od mojego domu do dworca PKP trwa mniej więcej jedną część różańca;
  • przejazd autobusem z mojego miasta do Katowic to nieco ponad dwie części różańca;
  • podczas mojego standardowego spaceru jestem w stanie odmówić co najmniej dwie części różańca.
Takie mierzenie czasu i odległości w Zdrowaśkach ma swoje plusy — modlitwa przestaje być jakimś dodatkiem do życia, obowiązkiem, który odrabia się wieczorem, przed snem, a staje się częścią codzienności, która przenika tę codzienność. Mimo takiego rozkładania sobie modlitwy nie da się jednak uniknąć odpływania myślą w inne rejony czy nawet odklepywania. Jest to moja zmora. Warto tu zauważyć, że sama walka o skupienie na modlitwie jest już jakąś wartością. A nawet powiedziałbym, że ona sama jest też modlitwą. Na pewno nie należy się tym zadręczać, jeżeli nie jest to niedbalstwo celowe.
Podczas tych 54 dni odmawiania nowenny pompejańskiej oczywiście przychodzą mniejsze lub większe kryzysy. W moim odczuciu najgorzej było w okolicach 21. dnia nowenny, kiedy docierało do mnie, że minęły już trzy tygodnie odmawiania różańca dzień w dzień, a to jeszcze nawet połowa nie jest. Nawet jeżeli po takim czasie przyjdzie zmęczenie i zwątpienie, to mimo wszystko ogrom wysiłku, który się włożyło do tej pory, nie pozwala się łatwo poddawać.
Z perspektywy czasu patrząc, bardzo przyjemnie wspominam te tygodnie, gdy byłem w trakcie odmawiania nowenny pompejańskiej. Kojarzą mi się ze spokojem, wynikającym albo z pewnej ufności w jej skuteczność, albo z tego, że generalnie odmawianie różańca wycisza i uspokaja. Z pierwszej nowenny pamiętam zimowe spacery, pełne śniegu, a nawet mrozu, na których odmawiałem modlitwę, a z drugiej — nocne chodzenie po pokoju w tę i z powrotem, przy otwartym oknie, przez które obserwowałem daleko na południu pioruny odległej burzy, bo akurat był upalno-burzowy sierpień. To ciekawe tło dla różańca. Zostaje na długo w pamięci.
To, co napisałem powyżej, jest tylko jedną stroną nowenny pompejańskiej, tą bardziej przyziemną, techniczną. Nie należy z tego wyciągać wniosku, że ja tak traktuję tę formę modlitwy albo że kogokolwiek do tego namawiam. Wręcz przeciwnie. To jest dla mnie dopiero wstęp, przygotowanie do podróży duchowej. Taki jednak wybrałem sobie temat i muszą mi wybaczyć ci, którzy oczekiwali rad bardziej duchowych lub opisów przeżyć wewnętrznych. Tu akurat skupiłem się głównie na rytuale, a to, co go wypełnia, być może kiedyś także zostanie przeze mnie opisane.