Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną pamięta mój zuchwały plan 4 × 30 minut, który chciałem wprowadzić w swoje życie od kwietnia mijającego właśnie roku. Zapowiedziałem wtedy, że kiedyś napiszę, co z tego wyszło w praktyce. Otóż długo nosiłem się z zamiarem zakomunikowania, że oczywiście nic nie wyszło, tak jak większości ludzi nic nie wychodzi z podobnych postanowień. Nie chciałem jednak po prostu stwierdzić tego faktu i na tym poprzestać. Wolałem wyciągnąć z doświadczeń naukę, żeby mimo wszystko była jakaś korzyść, ale przez długi czas nie mogłem nic wymyślić.
Dopiero niedawno obejrzałem krótki film niejakiego Mikołaja Kapusty (swoją drogą, bardzo polecam subskrybowanie jego kanału, bo ciekawie opowiada o rzeczach ważnych). Mówi w nim o wyrobieniu w sobie dobrych nawyków ― o tym, jak zrealizować to trudne dla nas wszystkich zadanie. W skrócie można powiedzieć, że należy zacząć od postanowień tak śmiesznie małych, że ich realizacja nie będzie się wiązała z kompletnie żadnym wyrzeczeniem czy wysiłkiem. Mnie dotknęło to tym bardziej, że Mikołaj nieświadomie nawiązał do mojego postanowienia, mówiąc o tym, żeby zamiast planów brzmiących: „Będę ćwiczyć 30 minut dziennie” powiedzieć sobie: „Będę robić jedną pompkę dziennie”. Chodzi przede wszystkim o wyrobienie systematyczności, która jest tu właściwie kluczowa.
Skoro więc przeznaczanie 30 minut każdego dnia na każdą z czterech czynności, w których chciałem stworzyć sobie dobry nawyk (pisanie, czytanie, ćwiczenie i nauka języka czeskiego), przerasta moje możliwości i siły, to należy obniżyć sobie poprzeczkę. Rachunek jest bowiem bardzo prosty: planu 4 × 30 minut na pewno nie wprowadzę w życie, więc dużo lepiej będzie, jeżeli wprowadzę chociaż 4 × 5 minut. Lepsze to niż 4 × 0 minut i nadszarpujące samoocenę poczucie niespełnienia swoich szczytnych zamierzeń.
Zacznę oczywiście od poniedziałku! Lubię porządek, więc rozpoczynanie realizowania takiego postanowienia pod koniec tygodnia byłoby dla mnie bardzo niekomfortowe.