Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, czyli jeden z moich ulubionych okresów w roku. Mówiąc szczerze, bardzo lubię świąteczne akcenty, których wiele osób nie znosi. Mam na myśli na przykład świąteczne hity w radiu (mój ulubiony to Driving home for christmas Chrisa Rea), Kevina samego w domu, mikołaje spacerujące po centrach handlowych czy świecące ozdoby na ulicach, dzięki którym miasta wyglądają trochę przyjaźniej. Lubię tę całą atmosferę okołoświąteczną. Gdyby tak jeszcze w grudniu przyszła porządna zima, ze śniegiem i mrozem, to byłoby idealnie. Z okresem świątecznym wiąże się też kwestia życzeń, o których chciałbym napisać.
Na pewno nie mam i nigdy nie miałem w zwyczaju rozsyłać każdemu, kto jest moim znajomym na Facebooku czy kogo mam w kontaktach w komórce, wiadomości z życzeniami, ale dla mnie to nie problem, gdy inni tak robią, przez co na przykład dostaję życzenia od osoby, z którą w ogóle nie rozmawiam, tylko raz na dwa miesiące coś sobie zalajkujemy na Facebooku. W takich przypadkach zawsze, ale to zawsze staram się odpisać choćby prostym „Wesołych Świąt!”. Nawet jeżeli ta osoba skopiowała sobie jakiś mało oryginalny wierszyk i wkleiła większości swoim znajomym, to nie musiała mnie wybierać, a jednak z jakiegoś powodu wybrała. Zrobiła w moim kierunku malutki gest dobra, jakim była decyzja, a następnie oznaczenie mnie podczas wysyłania wiadomości.
Nie chcę teraz kreować się na kogoś wspaniałego, kto dostrzega i próbuje doceniać nawet tak drobne dobra w drugim człowieku. Wielokrotnie zdarzało się bowiem, że nie zauważałem większych dóbr okazywanych mi przez ludzi, i zapewne na wiele z nich będę ślepy do końca życia, ale w tym konkretnym wypadku — tak jakoś mam — dostrzegam, lubię i doceniam.
Jeżeli już składam komuś życzenia, to są dwa style, które zazwyczaj przyjmuję: Albo wymyślam własne, dostosowując je przynajmniej trochę do odbiorcy, do tego, czego on potrzebuje w swoim życiu, albo posługuję się wspomnianym już prostym „Wesołych Świąt!”. Moje zamiłowanie do prostoty sprawia, że coraz częściej jednak wybieram właśnie drugą opcję. Introwertycy nie są zbyt wylewni, szczególnie jeżeli chodzi o delikatne sfery życia, co też niewątpliwie się do tego wyboru przyczynia. Na pewno nie uznaję żadnych wierszyków! Jeżeli już, to musiałbym wymyślić własny — jedynie wtedy ma to dla mnie jakiś sens. A że poeta ze mnie żaden, to nie rozsyłam rymowanek na żadne święta.
Nie widzę także niczego złego w przesłaniu życzeń SMS-em, mailem czy w wiadomości na Facebooku (oczywiście zależy komu!). Są przecież różne kręgi znajomych: w samym środku są najbliżsi z najbliższych, którym wypada złożyć życzenia twarzą w twarz, a na samym skraju są osoby, których w ogóle nie znam i w ogóle im niczego nie będę życzył, chyba że w myślach i ewentualnych modlitwach. Między nimi jest kilka kręgów, które różnią się stopniem zażyłości w relacji ze mną. Jednym wypada złożyć życzenia osobiście, a drugim można złożyć SMS-em, z tym że u mnie bardzo mały jest ten pierwszy krąg. Przez telefon lubię rozmawiać jedynie z naprawdę bliskimi mi osobami, więc nawet nie próbuję obdzwaniać znajomych z życzeniami, chyba że muszę, bo nie ma możliwości inaczej. Zdecydowanie najswobodniej czuję się, pisząc, więc jeżeli tylko etykieta dopuszcza, idę właśnie tą drogą.
I zgodnie z tym wszystkim, co wyżej napisałem, chciałbym życzyć Czytelnikom tego bloga — stałym i przygodnym, zgadzającym się ze mną i nieznoszącym moich poglądów, obserwującym mnie na Facebooku i Twitterze (gdybym używał emotikonów w swoich tekstach, wstawiłbym tu średnik, dywiz i prawy nawias) lub niemającym tam konta — błogosławieństwa Bożego (przyda się wszystkim, także ateistom i wierzącym w najdziwniejsze dziwy, tylko nie w Boga) i dobrego przeżywania tych Świąt! I niech nowy rok będzie dla nas wszystkich lepszy niż mijający!