Arcybiskup Stanisław Gądecki powiedział kiedyś, że największym aktem miłosierdzia wobec drugiego jest ewangelizacja. W jednym z poprzednich tekstów poruszyłem temat idealnego ewangelizatora i próbowałem przekonać was, że każdy może i powinien ewangelizować na swój sposób, korzystając z talentów, które mu Pan Bóg w swojej mądrości podarował. Chciałbym więc podrzucić introwertykom siedem pomysłów na ewangelizację, a więc na czynienie aktów miłosierdzia wobec ludzi, którzy stają na naszej drodze. Może ktoś z tego skorzysta, a może go to do czegoś zainspiruje. Wszystko jedno, byle na chwałę Bożą!
1. Warto na początku zauważyć, że żeby ewangelizować, nie trzeba od razu jechać do Afryki, zaczepiać obcych ludzi na ulicy czy biegać od drzwi do drzwi niczym pewna niestrudzona sekta — wiem, że to może być dla wielu odkrywcza myśl. Przede wszystkim możesz ewangelizować w swoim najbliższym otoczeniu, wśród tych, których dobrze znasz i z którymi czujesz się najswobodniej — to może być twoja rodzina, przyjaciele, znajomi z pracy, a nawet koledzy z Facebooka. Każdy, nawet introwertyk, przebywa na co dzień w różnych środowiskach. Jest tam na pewno ktoś, kto był ochrzczony, ale z różnych powodów opuścił Kościół lub stracił wiarę w Boga. Nie mam wątpliwości, że każdy zna przynajmniej kilka takich osób. Działając w ten sposób, wpiszesz się w coś, co św. Jan Paweł II nazwał nową ewangelizacją. Oni mają swoje powody, które warto przynajmniej poznać i je przemyśleć. Przed osobami ze swojego najbliższego otoczenia zapewne już dawno się otworzyłeś, a nawet jeżeli jeszcze nie, to szczera, spokojna i przyjacielska rozmowa o wierze nie będzie dla ciebie aż takim dramatem wewnętrznym. Warto tę okoliczność wykorzystać, bo może właśnie ciebie, jeszcze przed stworzeniem wszechświata, wyznaczono do tego zadania?
2. Gdyby jednak zdarzyło ci się poprzez jakiś dziwny zbieg okoliczności rozmawiać z kimś obcym — niewierzącym — na temat wiary, to nie stresuj się tym, że często nie wiesz, co powiedzieć, i trudno ci na szybko zareagować na słowa drugiej osoby. Po prostu pozwól jej mówić. Niech opowie swoją historię, a być może dzięki temu zawiąże się między wami jakaś nić porozumienia lub nawet sympatii. Nie trzeba nikogo bombardować argumentami czy z szybkością błyskawicy obalać jego tez dotyczących na przykład Kościoła, bo to często przynosi odwrotny skutek. Nikt z nas nie lubi być pod ostrzałem, a tym bardziej gdy w grę wchodzą zranienia, złe doświadczenia, poczucie bycia niezrozumianym czy negatywne emocje. Czasem wystarczy po prostu wysłuchać — a jako introwertyk jesteś w tym dobry — o coś zapytać, wykazać szczere zainteresowanie. Można dzięki temu dowiedzieć się, o co chodzi drugiemu człowiekowi, z czym ma problem, co mu przeszkadza i jak, mówiąc bardzo ogólnie, wygląda jego relacja z Bogiem. Trzeba wiedzieć te rzeczy, zanim się cokolwiek zrobi. Być może w życiu tej osoby będziesz pierwszym ewangelizatorem, który nie zamierzał jej do niczego przekonywać? Jako że introwertycy mają często problem ze swobodnym i gładkim budowaniem wypowiedzi na poczekaniu, możesz wcześniej nauczyć się opowiadać swoją historię w maksymalnie trzy minuty (jak wyglądało twoje życie przed nawróceniem, jak spotkałeś Boga i co się pod wpływem tego doświadczenia zmieniło). Będziesz spokojniejszy, wiedząc, że nie zabraknie ci słów, kiedy ktoś akurat będzie potrzebował pokrzepiającego świadectwa lub po prostu zapyta cię, jak to wyglądało u ciebie. Krótko mówiąc, zjednuj sobie ludzi tym, w czym jesteś dobry — słuchaniem, rozumieniem i spokojem!
3. Dobrym pomysłem jest zaangażowanie się choćby w jedną działalność dobroczynną. Ja wiem, że trudno jest zacząć, bo sam byłem w takiej sytuacji. Na pewno jednak któryś z twoich znajomych gdzieś działa i mógłby cię wprowadzić, a jeżeli nie, to zawsze można bezstresowo napisać maile do różnych instytucji i zaoferować swoją pomoc. Wybierz jedną organizację, w której mógłbyś działać jako wolontariusz, i skup się tylko na tym jednym zadaniu. Nikt nie oczekuje od ciebie, że zaczniesz zbawiać cały świat i udzielać się charytatywnie na pełny etat. Potem, kiedy już poznasz osoby tam pracujące, będziesz czuć się naprawdę dobrze. Dzięki temu przede wszystkim zrobisz coś dobrego dla drugiego człowieka, a poza tym nie ma lepszego sposobu na ewangelizowanie niż świadectwo własnego życia, w którym wprowadza się w czyn Chrystusowy nakaz pomagania innym ludziom! Jeżeli jednak mimo wszystko nie umiałbyś się aż tak otworzyć, by zaangażować się w regularny wolontariat, dobrym rozwiązaniem byłaby „pomoc po cichu”. Chodzi o taką formę pomocy, w której w ogóle nie widać pomagającego. Nawiasem mówiąc, wydaje mi się, że ona ma ogromną siłę oddziaływania! Możliwe, że znasz jakąś biedną rodzinę mieszkającą na twoim osiedlu — pomyśl, jakie wrażenie zrobisz, gdy anonimowo wyślesz im paczkę na święta z dołączoną karteczką z jakimś pokrzepiającym cytatem z Pisma Świętego. Albo gdy zrobisz schorowanej sąsiadce zakupy i zostawisz jej pod drzwiami. Czasem na Facebooku pojawia się informacja, że jakiś chory chłopczyk zbiera pocztówki i podaje swój adres — dlaczego miałbyś mu nie wysłać jakiejś? Na pewno wymyślisz jeszcze dziesiątki innych sposobów, by pomagać bez konieczności stawiania siebie w centrum uwagi.
4. Jest duża szansa, że jako introwertyk masz ciągoty w stronę uprawiania sztuki. Być może lubisz rysować, tworzyć muzykę lub pisać. Dlaczego nie ewangelizować w ten sposób? Chrześcijaństwo po prostu C. S. Lewisa czy Ortodoksja G. K. Chestertona nawróciły i utwierdziły w wierze więcej osób, niż ja poznam w całym swoim życiu. I to z pewnością nie jest koniec, bo ich dzieła zostaną w świecie jeszcze bardzo długo i będą inspirować kolejne pokolenia. Dalej — któż z nas nigdy nie czuł, podczas słuchania jakiegoś przejmującego do głębi utworu, że oto właśnie dotyka Tajemnicy? Dzięki muzyce także wiele modlitw brzmi piękniej, a wiersze religijne wybrzmiewają ze zdwojoną siłą. Niektóre obrazy z kolei doskonale nadają się do kontemplowania prawd wiary lub wydarzeń z życia świętych. Sztuka ma wielką moc oddziaływania na człowieka, bo unosi jego ducha ponad przyziemne sprawy, a stamtąd jakby bliżej do Boga. Nie daj sobie wmówić, że na przykład pisanie o Bogu to strata czasu czy że nie ma to wielkiego wpływu na ludzi, bo nie pomaga w żaden konkretny sposób tu i teraz — że lepiej zamiast tego zrobić coś „konkretnego”. Oczywiście jeżeli ktoś umiera pod twoimi drzwiami, a ty jakby nigdy nic usiądziesz przed biurkiem, by pisać esej o niesieniu pomocy w imię Boga, to znak, że jest z tobą coś nie tak. Przeważnie jednak nie stoimy przed taką alternatywą, prawda? Nie widzę więc powodu, by pomagając konkretnie, tak jak na przykład zasugerowałem w poprzednim punkcie, napisać wspomniany wyżej esej, który może zainspirować kilka kolejnych osób. Jeżeli tylko czujesz, że masz talent i chciałbyś się artystycznie realizować, to bądź artystą na chwałę Boga i opowiadaj sztuką o swojej relacji z Nim!
5. Rozwój internetu przynosi ogromne szanse dla introwertyków — jeżeli lubisz pisać, ale nie chcesz się porywać na pisanie książek, można po prostu założyć blog (ewangelizacyjny, apologetyczny lub choćby taki, na którym będziesz się dzielił swoją wiarą w sposób najwygodniejszy dla siebie). Jeżeli jesteś grafikiem, możesz tworzyć ewangelizacyjne memy do wykorzystania na Facebooku. Oprócz tego możesz prowadzić ciekawy fanpejdż na FB, a nawet stworzyć portal dla osób szukających pomocy lub zaangażować się w jakiś już istniejący — w internecie, dzięki anonimowości, ludzie się chętniej zwierzają i proszą o pomoc. Jeżeli tworzysz strony internetowe, możesz zaoferować swojej parafii stworzenie porządnie wyglądającej witryny i zadbać, by znalazły się tam wszystkie najważniejsze informacje. To ostatnie doceni każdy, kto próbował znaleźć cokolwiek na zaniedbanej, byle jak zrobionej stronie swojej parafii. Serwis YouTube natomiast umożliwia wrzucanie filmów, ciekawych prezentacji i tym podobnych, które możesz zacząć tworzyć. Jesteś kreatywny, więc możesz Panu Bogu przeprowadzić taką kampanię internetową, że sam się zdziwisz efektami!
6. A gdyby tak poświęcić się nauce? Co byś powiedział na biblistykę, historię Kościoła, filozofię czy apologetykę? Żeby siedzieć godzinami przy biurku pokrytym niezliczoną ilością papieru, zdobywać wiedzę i ją analizować, wertować setki stron, wyszukując pojedynczej informacji, by odkryć nowy i zaskakujący sens na przykład jakiegoś fragmentu Pisma Świętego, trzeba dysponować cechami, które introwertyk dostaje od Pana Boga w standardzie. Jeżeli więc masz zacięcie naukowe, to możesz zająć się badaniem Biblii, historią Kościoła, liturgią czy czymkolwiek innym, co ma związek z chrześcijaństwem, a potem przekazywać tę wiedzę innym i dzielić się swoimi spostrzeżeniami. Zresztą nie musi to być od razu działalność naukowa. Można ten punkt połączyć z poprzednim — powstanie dzięki temu na przykład blog z rozważaniami na podstawie Pisma Świętego albo kanał na YouTubie prezentujący ciekawostki historyczne z życia Kościoła, obalające popularne mity na ten temat! Każdy przyzna, że jest mnóstwo miejsc w naszej historii, które wymagają edukowania ludzi (pierwsze z brzegu: Inkwizycja czy wyprawy krzyżowe). Jeżeli któryś temat zwyczajnie cię interesuje i zdobędziesz sporą wiedzę, to z pewnością będziesz mieć coś ciekawego do powiedzenia. Zacznij więc to głosić!
7. Ostatni punkt może być zaskoczeniem dla wielu. Jeżeli jesteś introwertykiem, to możesz spróbować ewangelizować poprzez… publiczne przemawianie. Oczywiście nie jest to sugestia dla każdego, ale są introwertycy, którzy mogą się porwać na takie działanie. Dlaczego? Dlatego że paradoksalnie osoby introwertyczne są świetnymi mówcami. Jeżeli występują publicznie, to wiadomo, że nie chodzi im o próbę zaspokojenia swojego egocentryzmu — sprawa, o której chcą mówić, jest dla nich ważniejsza, na tyle ważna, że aż są w stanie na jakiś czas dać się oślepić światłu reflektorów, które normalnie jest dla nich trudne do zniesienia. To sprawia, że introwertycy są po prostu bardzo wiarygodni w tym, co mówią. W dodatku solidnie się przygotowują do występu, bo wiedzą, że bez tego nie dadzą rady, więc z reguły potem dobrze wypadają. Introwertycy mogą dzięki temu zrobić mocne wrażenie — znacie to: ktoś cichy i niepozorny bardziej zadziwi sobą i tym, co mówi, słuchaczy, gdy publicznie zabierze głos, niż pewni siebie i przebojowi showmani, którzy łakną uwagi innych i zrobią wszystko, by ją zdobyć. Może chciałby ktoś to wykorzystać?
———————
I na koniec podzielę się jeszcze jedną uwagą, która dotyczy szczególnie facetów. My bardzo lubimy wielkie przedsięwzięcia, więc w naszych głowach rozgrywamy bitwy decydujące o losach świata. Umycie jednego brudnego kubka może nas wykończyć psychicznie i właściwie to nawet go nie zauważamy, więc raczej tego nie robimy. Dużo chętniej jednak zajmiemy się setką brudnych kubków, bo to pozwoli nam być — to nic, że tylko w naszej głowie — Piłsudskim w bitwie warszawskiej, rycerzem zabijającym smoka czy trenerem przed finałowym meczem Ligi Mistrzów, który musi obmyślić taktykę i sprawnie zrealizować swoje zamierzenia. Krótko mówiąc, chętniej zabieramy się za naprawdę ogromne rzeczy, a małe nas przytłaczają lub nudzą. Jeżeli myślimy o ewangelizowaniu lub nawracaniu innych, to od razu chcielibyśmy, by dotyczyło to setek i tysięcy osób. Najwyższy czas zmienić sposób myślenia! Szczególnie gdy jesteś introwertykiem, bo to tylko sprawi, że nigdy nie zaczniesz — będzie ci się wydawać, że się do tego zwyczajnie nie nadajesz, bo nie umiesz porwać za sobą tłumów. Fajnie byłoby pojechać do Afryki i nawracać całe plemiona, ale pomyśl, że twój kolega z pracy też być może tego potrzebuje. Może ewangelicznym zadaniem twojego życia jest nawrócić i utrzymać w wierze trzy osoby? A może jedną? I to niech będzie twój najbliższy Mount Everest, na który masz się wspiąć i na którym masz się skupić.