W ciągu ostatnich, powiedzmy, dwóch miesięcy grywam sobie w World of Tanks. Wielu pewnie kojarzy tę grę, bo jest u nas bardzo popularna. A jeżeli ktoś nie kojarzy, to szybko wyjaśniam: jest to gra typu MMO, w której na polu bitwy sterujemy czołgiem z okresu mniej więcej drugiej wojny światowej, walcząc z graczami z całego świata. Z każdą bitwą zdobywamy doświadczenie i kredyty, za które potem kupujemy lepsze maszyny lub modernizujemy te, które już posiadamy. Gra jest bardzo wciągająca i naprawdę potrafi pochłonąć wiele wieczorów.
W World of Tanks mamy do dyspozycji pięć rodzajów pojazdów (czołgi lekkie, średnie i ciężkie, a także niszczyciele czołgów i działa samobieżne) z kilku państw (między innymi ZSRR, Niemcy, Stany Zjednoczone i Czechosłowacja). Jako że lubię Czechy i chciałem wdrożyć się w grę średnimi czołgami, które są najbardziej uniwersalne, to wybrałem do rozwoju linię czechosłowacką. Oprócz tego wybieram sobie pojedyncze maszyny amerykańskie. W tej chwili najczęściej gram czechosłowackimi T-34/100, Škodą T 40 oraz Škodą T 25. Bardzo fajnie gra mi się też amerykańskim M2 Medium Tank. Za jakiś czas — takie są oficjalne zapowiedzi — mają być wprowadzone polskie czołgi. Już teraz wiem, że będę również nimi grać, wszystkimi po kolei. A gdyby ktoś był ciekawy moich niezbyt imponujących statystyk lub chciał dodać mnie do znajomych w grze, to mój nick brzmi: typowy0.
World of Tanks może zrażać na pewno tym, że sukcesy na polu bitwy tylko w niewielkim stopniu zależą od indywidualnych umiejętności gracza. W dużej mierze zależą za to od całej drużyny, od tego, jak poszczególni jej członkowie współpracują i się wspierają — w bitwie biorą udział dwie drużyny złożone z 15 czołgów. Trzeba tam działać drużynowo, jeżeli chce się wygrać. Na początku oczywiście próbowałem samotnych rajdów, ale one bardzo szybko kończyły się zmasowanym ostrzałem przeciwnika i końcem rozgrywki. Wszystko to oznacza, że nawet jeżeli jesteś bardzo dobry, raczej przegrasz, gdy tylko trafi ci się beznadziejna drużyna. To działa też w drugą stronę — możesz być tak zwanym noobem, ale mając w ekipie porządnych graczy, jest szansa, by sobie coś ustrzelić.
Zdarzyło mi się nawet przez dwa dni działać w pewnym klanie. Niestety okazało się, że jest to rozrywka raczej nie dla mnie. Zauważyłem, że dużo gorzej mi idzie, kiedy na TeamSpeaku otrzymuję rozkazy do wykonania, niż kiedy sam decyduję o tym, dokąd pojechać, gdzie się zaczaić, czy którędy objechać przeciwnika. W klanie ciążyła na mnie zbyt duża presja i nie dość, że podczas gry trzeba bez przerwy obserwować rozwój sytuacji na minimapie i rozglądać się wokół swojego pojazdu, to jeszcze dostaje się instrukcje przez słuchawki, które tylko — przynajmniej tak było w moim wypadku — wprowadzają chaos. Jeżeli dołoży się do tego fakt, że bitwy klanowe są dużo szybsze niż zwyczajne, to już w ogóle jest za dużo wszystkiego. Po dwóch dniach zrezygnowałem więc z zabawy klanowej i pewnie nieprędko się na nią znowu zdecyduję.
Warto dodać na koniec, że gra jest w zasadzie darmowa, choć oczywiście twórcy również muszą z czegoś żyć, przez co jest w niej mnóstwo możliwości ułatwienia sobie rozgrywki za pomocą prawdziwych pieniędzy — możemy wykupić konto premium, czołgi specjalne, a także złoto, za które kupimy dodatkowe miejsce w garażu na kolejne czołgi lub które szybko wymienimy na mnóstwo punktów doświadczenia, a te z kolei wydamy na odblokowanie nowych pojazdów lub modułów do nich. Jeżeli ktoś da się wciągnąć w grę i nie ma dobrze rozwiniętej umiejętności samokontroli i poczucia umiaru, to może tutaj bardzo łatwo popłynąć. Potem ani się obejrzy, a już wydał w grze kilkaset złotych. Trzeba więc uważać i nie dać się zwariować. Mimo wszystko jednak polecam, bo to świetna rozrywka!