Niedawno obejrzałem na YouTubie filmik o najbardziej toksycznych społecznościach graczy. Wśród nich nie było osób grających w World of Tanks, ale od razu o nich sobie pomyślałem, gdy tylko przeczytałem tytuł filmiku. Uważam, że społeczność komputerowych czołgistów mogłaby się na liście toksycznych grup spokojnie znaleźć. Gram w tę grę już jakieś sześć miesięcy i mogę coś więcej na ten temat powiedzieć.
Ogólnie mówiąc, jest pięć najczęściej pojawiających się słów, którymi gracze World of Tanks określają się nawzajem. Są to: noobs, idiots, retards, morons i bastards. Występują w różnych wariantach, na przykład: polish bastard, big idiot lub morons team. W ciągu każdej bitwy można być pewnym, że spośród trzydziestu graczy, którzy w danej rozgrywce biorą udział, któryś prędzej czy później rzuci jedno z nich. Bywa, że potem następuje efekt kuli śniegowej — jeden rzuca, drugi odpowiada, trzeci się wtrąca i mamy całe salwy wyzwisk i określeń, jak małe mózgi mają inni zawodnicy i czym trudnią się ich matki. Na czacie podczas gry pojawiają się też hasła rasistowskie, antypolskie czy antysemickie. Nawiasem mówiąc, parę razy pojawiło się Allahu Akbar, na przykład gdy ktoś wspomniał, by pomodlić się za Belgię po ostatnich zamachach. Oprócz tego pojawiają się również życzenia zachorowania na raka. I really hope you get cancer — otrzymałem raz taką wiadomość.
Za co w World of Tanks można otrzymać takie inwektywy? Odpowiedź jest prosta: za wszystko i za nic. Za to, że pokonałeś przeciwnika i byłeś lepszy; za to, że pojechałeś nie w tę stronę mapy, w którą „rozkazał” pojechać twój kolega z zespołu; za to, że za szybko zginąłeś; za to, że zostałeś sam na siedmiu przeciwników, jesteś zdezorientowany i nie wiesz, co robić w sytuacji, gdy z czterech stron do ciebie strzelają; za to, że przypadkowo zablokowałeś lub ostrzelałeś sojusznika; za to, że nie jesteś wybitnym graczem i popełniasz błędy i tak dalej. Najwięcej do powiedzenia mają oczywiście ci, którzy już padli i winią swoją drużynę o brak wsparcia lub posądzają przeciwnika o nieuczciwe zagrywki. No bo przecież oni nie mogli zginąć dlatego, że sami popełnili błąd lub po prostu są beznadziejnymi graczami. To w ogóle w ich mniemaniu nie wchodzi w grę!
Podam jeden ciekawy przykład na kompletne zafiksowanie niektórych graczy, które przejawia się tym, że trzeba dowalić przeciwnikowi bez względu na to, co zrobi — dla zasady. Otóż w grze są trzy rodzaje pocisków. Nie wchodząc w mało istotne szczegóły, powiem tylko, że jeden z nich to pociski o większej mocy, ale dużo, dużo droższe niż normalne. W środowisku WoT-a nazywa się je złotem lub goldem („przywalić komuś ze złota”, „strzelać goldem”). Gracze, którzy używają tych pocisków, są z reguły nazywani gold noobami, czyli osobami, które droższymi i lepszymi nabojami nadrabiają braki w umiejętnościach. Oczywiście te lepsze pociski są dostępne dla każdego i kiedy jest potrzeba, strzelają nimi także najlepsi gracze, więc nie ma powodu, by uważać, że tylko nooby z nich korzystają, ale tak się dziwnie przyjęło.
W każdym razie swoim średnim czołgiem toczyłem kiedyś samotnie bezpośredni pojedynek z ciężkim czołgiem wyższego poziomu, a więc raczej z góry przegrany. Zdecydowałem, że w takiej sytuacji chcę zadać mu jak najwięcej obrażeń, żeby moi sojusznicy mieli z nim potem nieco łatwiej. Załadowałem więc złote pociski i przed śmiercią strzeliłem do wroga kilka razy. Po bitwie otrzymałem od niego wiadomość, że jestem gold noobem i będę potrzebował więcej złota (w domyśle: żeby z nim wygrać) — pomijam już niemerytoryczne określenia mojej osoby, które miały służyć wyłącznie wyładowaniu się, niczemu więcej. Krótko mówiąc, oberwało mi się za to, że nie byłem wystarczająco dobrym przeciwnikiem i próbowałem chociaż trochę wyrównać szanse mocniejszymi pociskami. Niektórzy naprawdę mają tam jakąś alergię na złoto.
To tylko jeden przykład i wystarczy poczytać wypowiedzi innych graczy, żeby przekonać się, że to jest po prostu codzienność w World of Tanks. Z powodu chamstwa już dwa razy wyłączałem czat podczas gry. Nie to, żeby takie wyzwiska mnie bolały czy żebym był jakoś szczególnie wrażliwy na ich punkcie. Po prostu troszkę psują przyjemność, którą może dawać gra, bo zamiast skupiać się na tym, co dzieje się na polu bitwy, czytam wyzwiska ludzi, którzy powinni mieć jakieś ograniczenia w korzystaniu z komputerów czy coś w tym stylu, bo ewidentnie nie panują nad sobą. Mimo wszystko jednak zawsze potem czat włączałem, bo od czasu do czasu — niestety rzadko, ale czasem się zdarza — jest to pożyteczna funkcja i ktoś tam próbuje porozumiewać się z innymi graczami w celu ustalenia jakiejś mądrej strategii, by pokonać drużynę przeciwnika. Dla tych paru momentów trzeba jednak znosić hejt.