Sporo już czasu minęło od dyskusji o aborcji, która jak huragan przewiała się przez nasz kraj w związku z proponowanymi zmianami w ustawie. Ja zdecydowałem, że na blogu wypowiem się na spokojnie, gdy już kurz na polu bitwy opadnie. Nie ma się co dziwić, że temat budzi ogromne emocje. Idzie tu przecież o ludzkie życie, czasem także dramaty, poważne i niełatwe decyzje. Osoby, które można by podpiąć pod filozofię pro-choice, lubią powoływać się przy tym na skrajne przypadki: niepełnoletnia i niepełnosprawna samotna dziewczyna z piątką dzieci, potrójnie zgwałcona, ciąża zagrażająca jej życiu, w dodatku dziecko będzie chore na wszystkie znane i nieznane choroby świata. „I co teraz? Powinna urodzić czy nie?” — zdają się pytać.
Wystarczy jednak pozwolić im mówić trochę dłużej, żeby wyszło na jaw, że tak naprawdę w całym tym zamieszaniu nie chodzi o skrajne przypadki, których jest tak mało, że nawet gdybyśmy specjalnie na tę okazję stworzyli wyjątki, to to wystarczy. Tak naprawdę chodzi tu przecież o za małe mieszkanie (za małe oczywiście dla gwiazd, bo zwykli ludzie mają dużo gorsze warunki i normalnie żyją), o to, że kobieta po prostu powinna mieć do tego prawo (bez względu na cokolwiek), o to, że „nie teraz, nie ten czas, nie te warunki i kilka innych spraw” (jak szczerze napisała pewna kobieta), czyli właściwie każdy sobie tam podstawi cokolwiek i będzie dobry powód. Można powiedzieć: i tak dalej, i tak dalej, bo tych historii jest mnóstwo. Tu nie ma skrajnych przypadków. Zgwałcone kobiety, które przez to zaszły w ciążę, i kobiety spodziewające się ciężko chorego dziecka są przedmiotowo traktowane jako tarcze, za którymi kryje się zwyczajny mały egoizm, samolubstwo, materializm, nieodpowiedzialność i tym podobne historie, które ze szczytną walką o godność kobiety nie mają nic wspólnego.
Nie będę tu powtarzał ciągu argumentów przeciwko aborcji, które pojawiają się w każdej prawie dyskusji. Dla mnie oczywiste jest, że płód, zarodek, zygota, embrion — czy jak tam jeszcze chcą nazywać te fazy rozwoju człowieka niektórzy — to cały czas człowiek. Tak samo jak człowiekiem jest niemowlak, dziecko, nastolatek, dorosły czy starzec — to są tylko różne fazy rozwoju jednego organizmu, który zawsze będzie człowiekiem. Do tej pory nikt nie przedstawił dowodu, który skłaniałby do innego wniosku niż ten, że życie ludzkie zaczyna się w momencie poczęcia. Biologia już dawno do tego doszła, ale niektórzy pod wpływem ideologii chcą od tego odejść. Postanowiłem, że zajmę się tylko jednym aspektem całej sprawy: wolnością, a co za tym idzie — odpowiedzialnością. Podobno przeciwnicy aborcji chcą ograniczyć wolność kobietom do decydowania o swoim (?) ciele. Jest to oczywiście nieprawda, bo kobieta ma prawo zrobić ze swoim ciałem wszystko, co jej się podoba, i nikt jej tego nie chce zabraniać. Podczas aborcji jednak robi się coś z ciałem dziecka, czego zwolennicy „wyboru” nie chcą zauważyć.
Jeżeli więc w momencie poczęcia powstaje człowiek, którego nie wolno zamordować, to wszystkie osoby, które zamierzają współżyć, muszą być świadome tego, że jest jakieś prawdopodobieństwo — nawet jeżeli się pozabezpieczają — iż zostanie poczęty człowiek. I wolny wybór pojawia się właśnie w tym momencie, bo mogą albo wybrać pójście z kimś do łóżka, kiedy już są dojrzali, a więc gotowi na przyjęcie konsekwencji swoich działań, albo jednak sobie darować, bo najpierw muszą wytrzeć mleko spod swojego nosa i dojrzeć. Życie dorosłego pełne jest takich wyborów. Pierwszy lepszy przykład: jeżeli ktoś wie, że nie będzie umiał spłacać kredytu, to po prostu go nie zaciąga — cóż jest prostszego niż to? A jeżeli mimo to zaciąga, to jest głupi i nieodpowiedzialny. Z seksem jest podobnie — jeżeli wiesz, że nie będziesz w stanie zająć się dzieckiem, gdy zostanie poczęte, to idąc do łóżka, jesteś po prostu głupi i nieodpowiedzialny.
Wiem, że większości z nas, żyjących w świecie przesiąkniętym seksem, powstrzymanie się w pewnych sytuacjach od niego wydaje się barbarzyństwem, okrucieństwem nie do zniesienia, ale trzeba sobie jasno powiedzieć — seks nie jest dla dzieci, tylko dla ludzi dorosłych i odpowiedzialnych. Dlaczego? Dlatego że chodzi w nim o ludzkie życie, a tam, gdzie chodzi o ludzkie życie, nie powinno być miejsca na gówniarstwo.
Problem aborcji w dużej mierze wynika z niechęci do odpowiedzialności za swoje czyny, czyli niedojrzałości. Miarą dojrzałości jest bowiem umiejętność ponoszenia konsekwencji swoich działań. Każdy, kto skończył szkołę podstawową, wie, że dzieci nie przynosi bocian, tylko mogą być poczęte podczas stosunku seksualnego. Każdy też wie — bo obserwuje świat i ludzi — że czasem niestety się zdarza, iż dziecko jest chore. Jego choroba oznacza, że trzeba będzie włożyć więcej wysiłku w opiekę nad nim i jeszcze więcej miłości. Jeżeli ktoś, idąc do łóżka ze swoim partnerem, nie jest świadomy tych wszystkich konsekwencji płynących z seksu albo z góry wie, że w razie czego nie będzie miał ochoty brać na siebie takiej odpowiedzialności, to jest to najlepszy dowód, że jest gówniarzem, który zamiast zabawą w dorosłość powinien zająć się dorastaniem. Seks jest dla ludzi dorosłych, poważnych i odpowiedzialnych, ponieważ jest on początkiem nowe życia ludzkiego, a tu nie powinno być miejsca na kaprysy, zabawę czy lekkomyślność.