Rozpocząłem właśnie największą jak do tej pory przygodę swojego życia — wyprowadzam się do Cieszyna. Niby nic wielkiego, ludzie przecież co jakiś czas się przeprowadzają, przenoszą, przemieszczają, wynajmują i jakoś żyją, nie robiąc z tego wielkiego halo. Taki Amerykanin zmienia miejsce zamieszkania średnio siedem razy w życiu. Dla mnie, czyli człowieka, którego strefa komfortu jest dosyć ciasna i z której nawet w najbłahszych sprawach strasznie nie lubi wychodzić, jest to jednak wyczyn godny uwagi, bo wywraca do góry nogami wiele aspektów życia.
Jestem mimo wszystko w o tyle komfortowej sytuacji, że zawód, który wykonuję (jestem korektorem), mogę wykonywać skądkolwiek, więc miejsce mojego zamieszkania nie jest właściwie wcale uzależnione od pracy, tak jak często bywa u innych ludzi. Dzięki temu mogłem swobodnie decydować o wyborze swojego miejsca na ziemi, stosując inne — dużo przyjemniejsze, nie ukrywajmy — kryteria. Nie musiałem przeprowadzać się do miasta, które na przykład w ogóle mi się nie podoba i w którym nie czuję się zbyt dobrze, ale w którym za to jest dla mnie praca. To sprawiło, że mimo mojej niechęci do jakichkolwiek zmian bardzo chcę się przeprowadzić.
A jakie określiłem kryteria wyboru miejsca do życia? Otóż moje miasto: 1. powinno leżeć blisko mojego rodzinnego domu (żebym nie musiał marnować całego dnia na powrót do rodziny i żeby zawsze była w zasięgu ręki); 2. dobrze by było, gdyby leżało blisko granicy z Czechami (uczę się czeskiego i chciałbym Czechów uczyć polskiego); 3. im bliżej gór będzie leżeć, tym lepiej (lubię sobie od czasu do czasu wyskoczyć na wycieczkę); 4. nie powinno być zbyt duże (wielkie miasta mnie przytłaczają) ani zbyt małe (zależy mi na tym, by mieć najważniejsze instytucje pod ręką); 5. powinno mi się po prostu podobać, powinno być ładne, mieć swój klimat, ciekawą historię — krótko mówiąc, powinienem się w nim dobrze czuć i chcieć być jego częścią. Miastem, które idealnie spełnia wszystkie te warunki, jest Cieszyn.
Wcześniej brałem pod uwagę też inne miejscowości, takie jak Bielsko-Biała, Żywiec, Rybnik czy Racibórz. Każda z nich jest nieco inna, każda ma swoje plusy, ale też każda ma jakieś uchybienia, jeżeli chodzi o wymienionych w poprzednim akapicie pięć kryteriów. Dopiero kiedy zacząłem analizować pod tym kątem Cieszyn, poczułem, że znalazłem coś wyjątkowego, coś, co jest doskonałą odpowiedzią na moje potrzeby.
Mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego nazywani są cesarokami, więc tak też sam siebie tytułuję, bo już prawie jestem mieszkańcem tych pięknych ziem, należących niegdyś do Księstwa Cieszyńskiego. Pewnie co jakiś czas można spodziewać się tekstów o Cieszynie i o tym, jak sobie tam radzę. Tymczasem życzcie mi powodzenia!