Pod koniec zeszłego roku nawiązałem niezwykle nobilitującą dla mnie współpracę z czasopismem „Któż jak Bóg”. Jest to dwumiesięcznik o aniołach i życiu duchowym. Muszę przyznać, że to bardzo przyjemne uczucie, bo kiedyś czytałem to czasopismo i nawet nie podejrzewałem, że w przyszłości będą w nim publikowane moje teksty. Spełniło się więc moje małe, niewypowiedziane marzenie. Właśnie ukazał się trzeci numer z moim tekstem i z tej okazji postanowiłem polecić czytelnikom wszystkie dotychczas opublikowane tam teksty. Podaję także linki do sklepu, w którym można zamówić konkretne numery czasopisma (to tylko 5 złotych, więc warto!).
1. Stajenka pełna paradoksów
Mniej więcej dwa tysiące lat temu w zapadłej prowincji Imperium Rzymskiego, a więc właściwie na końcu ówczesnego świata, dokonało się coś, co w konsekwencji wywróciło cały ten świat do góry nogami – to, co do tej pory było wywyższone, zostanie wkrótce poniżone, a to, co było uniżone, będzie niebawem wywyższone. Wtedy to w Betlejem narodził się Jezus Chrystus. Te niezwykłe narodziny z wielu powodów są paradoksalnym wydarzeniem, już choćby dlatego, że boska nieskończoność wkraczała w świat w ciele dziecka. Innym paradoksem jest fakt, że narodziny, którym z pewnością z zapartym tchem przyglądały się niebiosa oraz piekło, wśród ludzi zainteresowały jedynie kilku mędrców i pasterzy.
Więcej w numerze 1/2017.
2. A gdyby Chrystus nie był Bogiem…
Co do tego, że Jezus Chrystus był Bogiem, apostołowie, którzy znali Go bardzo dobrze, nie mieli żadnych wątpliwości. Poświęcili w końcu swoje życie, głosząc Ewangelię, tak jak im nakazał, więc musieli być tego pewni jak niczego innego w swoim życiu. Od tamtej pory jednak co jakiś czas ujawniają się herezje, wypowiedziane mniej lub bardziej wprost, które próbują dostojny dogmat o boskiej naturze naszego Zbawiciela rozmiękczyć lub wręcz usunąć. Jedno z twierdzeń, któremu z tej okazji warto przyjrzeć się z bliska, brzmi: Chrystus nie był Bogiem. Był po prostu dobrym człowiekiem, wybitnym nauczycielem moralności, i to wszystko. Czy aby na pewno „to wszystko”?
Więcej w numerze 2/2017.
3. Grzech mój powszedni
Przyglądając się podejściu do spraw Bożych wielu katolików, ale także niewierzących, można zauważyć, że bardzo często jednym z najważniejszych dla nas pojęć teologicznych – o ile nie najważniejszym – jest grzech. Niekiedy jest to aż tak wyraźne, że odnosi się wrażenie, iż samo chrześcijaństwo sprowadzamy głównie do niegrzeszenia, tak jakby jego głównym celem miało być utworzenie człowieka bezgrzesznego. Jest wiele sposobów patrzenia na grzech, ale najwłaściwsza wydaje mi się analogia z chorobą – grzechy to tylko objawy choroby toczącej naszą duszę. A jak głoszą niektóre reklamy leków w telewizji – i w tym konkretnym przypadku wyjątkowo mają rację – lepiej zająć się przyczyną niż objawami.
Więcej w numerze 3/2017.